Przygody przedwyjazdowe

Jak co roku, zawsze przed każdą wycieczką rowerową coś musi się wydarzyć. Nie mieliśmy jeszcze wypadu bez żadnych komplikacji, bez stresu.
Przykładowo dwa lata temu przed wyjazdem do Torunia Maciek miał spotkanie 3 stopnia z separatorem, co skończyło się skrzywieniem przedniego widelca (oczywiście to nie powstrzymało go przed wyjazdem i dopiero po powrocie okazało się co to tak naprawdę była za usterka). Ten sam wyjazd jak zawsze był bogaty w przygody natury pociągowej – jak wiadomo PKP za rowerzystami nie przepada o czym jeszcze wspomnę niżej w tym wpisie. Continue reading

Holandia: Antwerpia – Veldhoven – dzień 4

Po bardzo przyjemnym dniu 3-cim naszego wyjazdu, który spędziliśmy w Antwerpii – objadając się, opijając i regenerując, nadszedł kolejny dzień wyprawy. Tego dnia musieliśmy już spakować nasze rzeczy, nasz domek i ruszyć dalej. Przed nami według pierwotnych planów, była miejscowość Eindhoven. Jednak jak wiadomo, w trakcie jazdy wiele rzeczy może się zmienić. Naszym ostatecznym celem stał się Veldhoven, położony na południowy zachód od Eindhoven. Continue reading

Holandia: Pobyt w Antwerpii – dzień 3

Tak jak pisałam we wcześniejszym wpisie, dzień 3 naszego wyjazdu spędziliśmy pod znakiem zwiedzania Antwerpii. Podróż z Rotterdamu do Antwerpii była męcząca i skończyła się małą głodówką, ale tego dnia mogliśmy nadrobić zaległości z zakresu spania i jedzenia 🙂
Po przebudzeniu, okazało się, że rozbiliśmy się w miejscu dla samochodów campingowych, ale nikt nie robił nam z tego powodu problemów, wręcz przeciwnie – dzięki temu dookoła mogły rozbić się inne osoby z mniejszymi domkami (między innymi duszący się kaszlem anglik, który następnej nocy nie dawał nam spać).
Tak czy siak… ogarnęliśmy się, rowery przypięliśmy do drzewa obok namiotu i wyruszyliśmy na miasto.
Continue reading

Holandia: Rotterdam – Antwerpia – dzień 3

Jest dzień 3 naszego wypadu. Jesteśmy w Rotterdamie.
O godzinie 6 rano budzi mnie głośny odgłos deszczu, który odbija się od tropiku naszego M-1. Ten sam odgłos przy, którym zasnęliśmy kilka godzin wcześniej. Padało ponad 11 godzin bez przerwy. Chodzenie po polu namiotowym było możliwe tylko z sandałach, w innym razie buty SPD po chwili byłyby całkowicie zamoczone. Po wysuszeniu rowerów (oraz lampek, które cudem przeżyły nocną ulewę) oraz namiotu powoli zbieramy się do wyruszenia.
Continue reading