Praca jest ważna, ale życie jednak bardziej…

Pamiętasz dzień kiedy z powodu dużej ilości pracy siedziałeś/-łaś przed komputerem ponad 12 godzin dziennie, miałeś/-łaś czas tylko na obiad, mega szybkie zakupy na uzupełnienie lodówki i spanie? W takim razie ten wpis jest dla Ciebie lub o Tobie. A jeżeli nie – zobacz jak można wciągnąć się w pracoholizm lub źle zarządzaną firmę.

Praca zdalna jak już pisałam kiedyś na Pandify.pl ma swoje plusy i minusy. Decydowanie o godzinach swojej pracy, wybór miejsca, które najlepiej sprawdzi się do programowania lub wysyłania ofert, niemarnowanie czasu na dojazdy do biura czy też cisza i spokój w naszych własnych czterech ścianach. To jedne z ważniejszych zalet, ale warto też spojrzeć na to co jest po drugiej stronie tej cudownej krainy.

Niejednokrotnie siedzieliśmy z mężem nad pracą do późnych godzin nie mając po pracy ani czasu na nic więcej ani nawet ochoty. I nie mówię tutaj o jednym czy dwóch dniach – a o całych miesiącach, latach. Zdarzają się klienci, dzięki którym zdobywa się +100 pkt do „fajności”, dają możliwość zrobienia czegoś więcej, spróbowania nowych technologii itp. Jednak czy jest opłacalny układ na dłuższą  metę? Nie powiem, że na 100% nie ma co się pchać na takie warunki. Ale warto rozejrzeć się dookoła i zobaczyć co potencjalnie ma się do stracenia kosztem długich godzin pracy. A to często kryje się pod hasłem „elastyczne godziny pracy”.

Praca zdalna – dwie poważne wady

Podczas pracy zdalnej uderzyliśmy w dwie poważne bariery. Jedną z nich był nienormowany czas pracy, który sprawiał, że zamiast 8h siedzieliśmy do bólu – czasami po 12h i więcej. W końcu laptop jest blisko, w wolnym czasie o czymś przeczytam i od razu mogę wypróbować w projekcie, który właśnie tworzę. I tak zaczynają się zbierać nadgodziny. Do takich sytuacji dochodzi też gdy prowadzimy projekt, który odgórnie wymusza na nas pracę poza standardowymi godzinami – przykładowo wdrażanie funkcjonalności, które są potrzebne o sztywnych porach, np. w sobotę o godzinie 22:00. Chciałbyś w końcu odreagować, nawet napić się piwa ze znajomym w pubie, ale lepiej abyś zdecydował się na coś bezalkoholowego i miał laptop pod ręką abyś w odpowiedniej chwili bez błędów i „f*ckupów” wrzucił to co trzeba przerywając tym samym spotkanie sprawą służbową. Kiedy nie ma zaplecza personalnego i możliwości ustawienia dyżurów bardzo szybko możemy doprowadzić się do wypalenia. I co gorsze – zniechęcenia. I chyba obydwie te rzeczy doprowadził nas w końcu do podjęcia wręcz życiowej decyzji o powrocie na etat.

Absolutnie nie mogę powiedzieć, że duża ilość pracy przez ostatnie 4 lata spowodowała nieodwracalne straty w moim życiu. Na szczęście tak się nie stało. Nauczyłam się ogromnej ilości rzeczy, moje CV urosło niemalże dwukrotnie pod względem ilości „skilli” i projektów w jakich brałam udział. W ciągu 1 roku po odejściu z pierwszej firmy, w której spędziłam mocno ponad 6 lat, nadrobiłam to co mnie wcześniej omijało i to co musiałam nadgonić aby w dziedzinie UX/UI i Front-end Dev mieć jakiekolwiek większe szanse.

Na pewno podczas ostatnich 4 lat urlop nie był prawdziwym urlopem – zawsze był lap w pogotowiu – nawet podczas rowerowej wyprawy po Niemczech i niestety – przydał się. Wyjazdy zagraniczne zawsze były determinowane branżowymi eventami i pracą do godziny „x”. Nie było weekendu kiedy Maciek nie musiałby robić choćby małego pusha do repo. Ogólne zmęczenie również odbiło się na przyjacielskich kontaktach, które albo się urwały albo mocno ograniczyły gdzie spotkania odbywają się raz na kilka miesięcy.

Tego typu straty jakie pojawiły się w naszym życiu w końcu dały do zrozumienia, że nie mamy już 20 lat i siły nastolatków. Przydałoby się w końcu nieco pożyć – nie tylko samą pracą.

Work-life balance

W związku z tym Maciek od niedawna pracuje na etacie. Jest – póki co – zachwycony. Pracuje 8h dziennie. Do pracy jeździ na rowerze, w firmie ma spory support osób z podobnej specjalizacji. Ma możliwość popracowania w większym zespole i podzielić się z nim swoją wiedzą i doświadczeniem. Jak na razie same plusy. W końcu popołudnia wyglądają u nas zupełnie inaczej – normalnie.
Ja tymczasem jestem freelancerem, skupiam się na kilku tematach otwartych. Po prostu „chilluję”. Jak długo wytrzymam w takim spokoju? Nie wiem. Oboje nie wiemy, ale miło będzie jeżeli ten spokój się utrzyma i będzie trwał nawet jeżeli jakieś drobne zmiany jeszcze wejdą w życie.

Dlatego też trzeba uważać podczas pracy – jakiejkolwiek, jasno zaznaczyć swoje oczekiwania oraz możliwości. Nie nadwyrężać się i dbać o swoje życie. O balans work-life.

UX designerka i front-end developer. Od 2007 roku tworzę internety. Obecnie zasilam zespół Spiders.Agency. W czasie wolnym wielbicielka rowerów szosowych, rugby oraz gry na djembe.

wróć na górę