Djembe – moje pierwsze kroki i wrażenia

Djembe to nazwa zachodnioafrykańskich bębnów wykonywanych ręcznie z drewna z naciągniętą zwierzęcą skórą (membraną) dzięki której ten instrument ma tak charakterystyczny dźwięk.

Nauka gry jest dość łatwa, nie mamy tutaj nut, zapisu utwór. Są rytmy, których po prostu trzeba nauczyć się na pamięć, ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. Rytmy te mają swoją historię i każdy opowiada jakąś historię. Wiele utworów jest polirytmicznych czyli składają się z kilku rytmów granych przez kilka partii bębnów jednocześnie. Całokształt jest wręcz genialny.

Jak wygląda produkcja bębnów? Polecam zobaczyć ten film:

W Łodzi nauki gry można nauczyć się m.in. w City Bum Bum. Zajęcia prowadzą bardzo pozytywnie zakręcone muzycznie osoby z ogromnym doświadczeniem. Moja grupa początkująca jeszcze się nie ukształtowała, cały czas jedne osoby przychodzą, inne odchodzą. Głównie przez porę odbywania się zajęć – poniedziałek po 16. Nie każdy jest w stanie dotrzeć na czas. Jeżeli natomiast chcielibyście spróbować – wpadajcie koniecznie.

Ale wracając jeszcze do nauki.
Przez ostatnie 4 zajęcia uczyliśmy się dwóch utworów.

Pierwszym z nich jest Djole. Brzmi w ten sposób:

A tutaj wykonanie Mamady Keita:

Drugim utworem jest Moribayassa:

Jak widać na filmikach w obu utworach djembe towarzyszą dunduny (lub też w drugą stronę). Są to bębny cylindryczne. Membranę ze skóry mają po obu stronach korpusu. Zazwyczaj podczas gry leżą na specjalnych stojakach lub krzesłach. Grze towarzyszy dzwonek zamocowany na górze bębna, na sznurach. Wśród tych bębnów wyróżniamy bębny o 3 różnych wielkościach i tym samym brzmieniu. Najmniejszy to kenkeni. Średni to sangban i największy dundun (dundunba).

Do dundunów póki co mniej nie ciągnie. Jak na razie gra na djembe to dla mnie spory „czelendż” i staram się opanować rytmy do tej pory poznane. Gra na dundunach jest moim zdaniem bardziej wymagająca pod względem zgrania prawej i lewej ręki, gdzie najczęściej grają inne rytmy jednocześnie. Magia, czarna magia. Ale na pewno do wyuczenia 🙂

Może przekonam się do nich jak zdołam opanować djembe. W moribayassa mam mały problem ze zgraniem kilku uderzeń pod rząd lewą ręką, jakby ta kończyna zupełnie mnie nie słuchała. Na pewno brakuje częstszych ćwiczeń… Ale nie jest to takie proste. Nabycie bębna z prawdziwego zdarzenia wiąże się z kosztem ponad 1000 zł w przypadku bębna używanego. Nówki są oczywiście jeszcze droższe. Tańsze egzemplarze mogą okazać się słabej jakości – troszkę strach kupować. Dochodzi jeszcze kwestia sąsiadów. Aż tak dobrze ich nie znam, ale lepiej aby nie byli moimi wrogami 🙂

Bardzo żałuję, że nie ma cichego / alternatywnego sposobu na ćwiczenie gry na djembe. A przynajmniej ja jeszcze takiej nie znalazłam. Przydałby się symulator bębna (pad do ćwiczeń), podobny jak do ćwiczeń perkusyjnych. Może kiedyś coś takiego powstanie dla djembefola… 🙂 O zakupie bębna myślę cały czas, ale powstrzymuję się ze względu na inne wydatki. Mam nadzieję, że moja sympatia do gry nie zmaleję i kiedyś zainwestuję w swój pierwszy instrument muzyczny.

UX designerka i front-end developer. Od 2007 roku tworzę internety. Obecnie zasilam zespół Spiders.Agency. W czasie wolnym wielbicielka rowerów szosowych, rugby oraz gry na djembe.

wróć na górę